DSCN2046 (Kopiowanie)

Boże Narodzenie w chłodzie harmatanu

Dla nas Europejczyków świąteczny nastrój afrykańskiej wioski jest trudny do wyobrażenia. Święta przypadają na czas harmatanu – suchego wiatru wiejącego od Sahary i niosącego ze sobą tumany piaskowego pyłu, który unosi się przez większą cześć dnia blokując promienie słoneczne. To z kolei sprawia, że wieczory i noce bywają relatywnie chłodne. Dni poprzedzające Boże Narodzenie są zazwyczaj szare i niezbyt przyjemne. Suche powietrze sprawia, że roślinność obumiera a widok wypalonych traw tworzy krajobraz podobny jest do jednego wielkiego pogorzeliska.

W Polsce przyzwyczajeni jesteśmy do skrzypiącego śniegu, oświetlonych domów, ulic, choinek i nie uzmysławiamy sobie, że w afrykańskiej wiosce zwykle nie ma prądu. Nie ma też śniegu, Mikołaja i prezentów pod poduszką. Boże Narodzenie w afrykańskiej wiosce to przede wszystkim religijne przeżycie. Podczas gdy kultura europejska woli przeżywać Boże Narodzenie jako ciche, rodzinne i spokojne spotkanie przy choince, to afrykański temperament nie wyobraża sobie świętowania Boga bez śpiewu i tańców. Zresztą czyż Aniołowie nie tańczyli i nie śpiewali z radości w tę świętą noc? Czyż Matka Boża nie poruszała rytmicznie ramionami chcąc utulić do snu swego Syna?

Gdy polskie parafie rywalizują w przystrajaniu betlejemskiej szopki fałszując jej ubóstwo, tutaj w Afryce często sama kaplica na wiosce wygląda jak prawdziwa „szopa” podobna właśnie do tej, która ugościła Syna Bożego w Betlejem. Często wybudowana z gliny bądź gałęzi palmowych, poza godzinami nabożeństw jest schronieniem domowych zwierząt i przytułkiem dla nietoperzy.

Pasterka w wiosce rozpoczyna się zazwyczaj ok.20-tej, więc nie o północy jak to bywa w polskim zwyczaju. Taneczna procesja z chórem zbliża się do ołtarza. Na jej końcu idzie kapłan niosący figurkę dzieciątka. Ostrożnie i z czułością kładzie ją do przygotowanego żłóbka jakby ofiarował swoim parafianom najcenniejszy prezent… A później to już tylko radość, przynajmniej do północy…