deszcz

Deszcz

Dziś w nocy spadł długo oczekiwany deszcz. Intensywnie zaczęło padać ok. godz. 4-tej nad ranem. Wierzcie mi, że strasznie się rozlało. Msza Św. w kaplicy przewidziana była na 6-tą. Miałem poważne wątpliwości czy ktoś w taką porę uda się na poranną modlitwę… i byłem mile zaskoczony gdy zobaczyłem jak w strugach deszczu Claude ze swoja mamą oczekiwali na otwarcie kaplicy. Przemoknięci do suchej nitki nie zniechęcili się ponad kilometrowym marszem w ciągłym deszczu. Przyszli na spotkanie … z Jezusem.

Ołtarz i wszystko co potrzebne przygotowaliśmy na czas. Nikt więcej się nie pojawił. Spadające ciężkie krople, niby kamienie waliły w dach pokryty blachą. Odprawiając Eucharystię z trudem słyszałem mój własny głos. Claude i jego mama mogli wyczytać sens czytań i ewangelii jedynie z ruchu moich warg. Zapewne niewiele zrozumieli i usłyszeli, ale widziałem na ich twarzach, że odczuli głęboką satysfakcję i radość z rozpoczęcia dnia z Panem Bogiem. Mówi się: „kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje”. Dziś rano wszyscy zostaliśmy mile obdarowani…