Dlaczego tak bardzo kochasz Afryke?

To pytanie pojawia się często w ustach moich znajomych, przyjaciół i kuzynów, którzy mieszkają w Polsce. Werdykt jest często ostry i dosadny: musisz być szalony…!

Przyznaję, że Afryka mnie pasjonuje, i pewnie jest tu coś z szaleństwa. W mojej rodzinie, nie było nigdy ani emigrantów ani urzędników pracujących na delegacjach zagranicznych, nie było nikogo, kto zmusiłby mnie do życia na obczyźnie. Pojawiło się jedynie piorunujące uderzenie powołania misyjnego i wzbudziło we mnie pasję, która wciąż systematycznie wzrasta.

Kocham Afrykę. Kocham tych ludzi, którzy zawsze są uśmiechnięci, kocham piękne krajobrazy, kocham afrykańskie zwierzęta tak czarujące i dzikie, kocham to życie przepełnione niepewnością i codziennymi wyzwaniami, lubię powolne tempo mijających dni bo czas nie jest tu pieniądzem, ale nadprzyrodzonym darem i okazją do spokojnego życia, lubię afrykański hałas i ciszę, zapach i kolory tradycyjnych targowisk,  mistycyzm starców i ich bezzębny uśmiech, długie rozmowy z szefami wsi, majestatyczne baobaby, śpiewne dialekty oraz krwisto czerwone słońce płonące w gęstwinie buszu każdego wieczoru.

Oczywiście, nie ma tu doskonale wyposażonych szpitali, choroby najbardziej archaiczne wciąż się szerzą, komary nękają, noc zapada przez cały Boży rok w okolicach 18-tej, rządy są kruche i skorumpowane, zwyczajni ludzie nie są nazbyt bogaci bo przecież chodzą boso; miejscowe taksówki są przedpotopowe, w dużych miastach nie trudno zauważyć niekontrolowane zanieczyszczenie powietrza i wody, są też przerwy w dostawie prądu. Ale tu, nawet w nieszczęściu będziesz widział twarze ludzi rozjaśnione świetlistym uśmiechem.

Czarna Afryka nie należy z pewnością do najchętniej i najczęściej odwiedzanych kontynentów. Zazwyczaj kojarzy się z biedą, dzikością i czasami z „Piętaszkiem” bądź „murzynkiem Bambo”. Przeciętny Polak na myśl spędzenia urlopu w Afryce w towarzystwie ludzi o czarnym kolorze skóry ubranych w skąpe prymitywne stroje i wymachujących dzidą, dostaje gęsiej skórki. I rzeczywiście ktoś kto kojarzy Afrykę tylko z „safari” i udaje się do niej w poszukiwaniu emocji tak naprawdę nie dostrzeże jej niepowtarzalnego piękna.

Często ludzie pytają jak tam jest? Czy Afrykańczycy są przyjaźnie nastawieni, czy może raczej są gwałtowni i niebezpieczni? Na tego typu pytania mógłbym odpowiedzieć stanowczo i z przekonaniem, że Afrykańczycy są wspaniali, jednak taka i każda inna odpowiedź jest niewystarczająca dopóki na Afrykę nie spojrzy się raczej sercem niż oczami. Wszelkie obawy i niepewność miną jeśli nasze doświadczenie Afryki, którą oglądamy na zdjęciach bądź w telewizji, odbierzemy „zmysłami duszy”. W Afryce liczy się uczucie, relacja i słowo. Kto potrafi Afrykańczyków kochać, towarzyszyć im w konkretnych sytuacjach życiowych i z nimi rozmawiać zostanie nie tylko ich przyjacielem, ale też sam uzna, że Afryka może stać się jego drugim domem.

Myślę, że każdy misjonarz pracujący na tym kontynencie doświadczył spełnienia swego misyjnego powołania w podobnych okolicznościach i dla wielu Afryka stała się miejscem, które trudno opuścić na dłuższy czas.

Ks. Łukasz Kobielus sma