Dzieci z misyjnego podwórka

Nie ulega wątpliwości, że uroda afrykańskich dzieci wzbudza w nas wiele sympatii. Ich utrwalone na kartkach pocztowych, kalendarzach i folderach misyjnych twarze otwierają serca, poruszają macierzyński i ojcowski instynkt ukryty w każdym z nas.

„… Ale ładny ten murzynek, ma takie piękne oczy…, a jakie białe ząbki… on jest naprawdę słodziutki! Ojcze Łukaszu, przywieź nam takiego.”

– nie jestem w stanie zliczyć ile to już razy spotkałem się wśród moich przyjaciół czy rodziny z podobnymi reakcjami i prośbami.

Te wydawałoby się nieświadome, spontaniczne i jednocześnie śmieszne pragnienia nie są wcale umotywowane wolą posiadania „czegoś” co „egzotycznie piękne”. Wypływają one raczej z naszego przekonania o odpowiedzialności za każde ludzkie istnienie; odpowiedzialności i zarazem współczucia wobec dziecięcej niewinności i prostoty tak często lekceważonej w dzisiejszym świecie. W gruncie rzeczy kochamy przecież wszystkie dzieci. Nie tylko te ładne i uśmiechnięte z Azji czy Afryki, ale wszystkie. Te zasmucone i zmęczone niewdzięczną pracą jak i te obarczone cierpieniem, kalectwem i samotnością… Kochamy je ponieważ niejednokrotnie chcielibyśmy powrócić myślami do minionych lat naszego dzieciństwa, do chwil wewnętrznej radości i beztroski. Kochamy je ponieważ chcemy ofiarować im to co w dzieciństwie najpiękniejsze i tym samym oszczędzić tego wszystkiego co może naznaczyć resztę ich życia piętnem niepowodzeń.

ABIRE – ma 9 lat, urodziła się jak większość tutejszych dzieci „przez przypadek”, bynajmniej tak kwalifikuje to wydarzenie jej ojciec – niewidomy kaleka dotknięty od dzieciństwa chorobą Heinego i Medina. Nawet jeśli poczęcie ABIRE było kwestią przypadku to fakt spotkania jej, gdy wracała ze szkoły pewnego upalnego południa, nie był przypadkowym zrządzeniem losu. W towarzystwie innych dzieci, z uśmiechem na twarzy maszerowała szybkim krokiem w kierunku swojego domu. Z uśmiechem, gdyż z pewnością cieszył ją fakt, że zajęcia w tym dniu już się skończyły. – ABIRE nie lubi szkoły bo szkolne urwisy naśmiewają się z jej ojca a to odbiera jej wszelką ochotę do nauki. Zresztą w domu ma wystarczająco dużo pracy aby zapełnić wolne popołudnia. Ojciec nie posiada żadnego zawodu, ale mimo trwałego kalectwa wyuczył się wyplatać sznurki z trzciny. To zajęcie zapewnia mu choć „parę groszy” aby przynajmniej raz w miesiącu kupić dla córeczki kawałek ryby. Odkąd opuściła go żona kuchnią zajmuje się mała ABIRE. Tak oto ta mała dziewczynka radzi sobie z obowiązkami, które nierzadko ją przerastają. Jedynie od czasu do czasu przychodzi do „Betlejem” (naszej parafialnej kaplicy), siada na kamieniu, otwiera swój jedyny, już mocno przybrudzony zeszyt i usiłuje nadrobić szkolne zaległości. Tamtego popołudnia zwróciła moją uwagę serdecznym uśmiechem. Właśnie takim jaki gości często na twarzach dzieci z kartek pocztowych czy kalendarzy.

Ten słoneczny uśmiech trwał przynajmniej kilka długich chwil. Początkowo wydawało mi się, że jest to odpowiedź na moje spojrzenie w kierunku całej grupki dzieciaków. Okazało się, że ten radosny wyraz twarzy został mi ofiarowany zupełnie bezinteresownie, tak po prostu, za darmo. Do tej pory  nie wiem, dlaczego tego dnia zostałem wyróżniony. Zwolniła krok i śląc mi nieustannie promienie dziecięcego szczęścia zatrzymała się. Reszta małych uczniów spoglądała na nią chichocząc i wytykając palcami … Któryś z nich zwrócił się do niej po imieniu i wtedy dowiedziałem się, że jest Królową, Królową Uśmiechu – „ABIRE” w języku tutejszego plemienia Kabye znaczy „Królowa”. Potem ktoś jeszcze dodał, że to córka niewidomego Józefa, że jest głupia i że mieszka obok parafialnego przedszkola. Te złośliwe uwagi wcale nie zgasiły jej radości. Wręcz przeciwnie ku zdumieniu swoich rówieśników podeszła do mnie i z onieśmieleniem cichutko pozdrowiła „Bonjour mon Père”. Tak oto nawiązała się moja kolejna znajomość wśród najmłodszych mieszkańców naszej misyjnej parafii w Saude. Od owego dnia ABIRE i jej pogodny uśmiech na stałe utkwiły w moim sercu. Z czasem zauważyłem, że oprócz anielskiej życzliwości Pan Bóg obdarował ją również innymi talentami. ABIRE rzeczywiście nie jest intelektualnie uzdolnionym dzieckiem, ale posiada niesamowitą wyobraźnię, której owoce chętnie utrwala kolorowymi kredkami w szkolnym zeszycie. Jej rysunki to prawdziwe opowiadania, prawie jak „pismo obrazkowe”. Przedstawia w nich poranne przygotowania do szkoły, prace w polu, sprzeczające się rodzeństwo o to kto z nich jest najwyższy itp. Ja również znalazłem się w jej obrazkowych historyjkach. Narysowała mnie przy rozdawaniu lekarstw w misyjnej aptece i w drodze na niedzielną Mszę Św. Te rysunki są dla mnie bezcenne.

ABIRE z pewnością jest wyjątkowym dzieckiem i takich wyjątkowych dzieci zdążyłem już poznać wiele na naszym misyjnym podwórku. Trudno wszystkie wymienić… JULE ma zaledwie 8 lat, ale w przeciwieństwie do swoich rówieśników a nawet i starszych dzieci doskonale radzi sobie z językiem francuskim. ELODI to „urodzona tancerka” i wystrzałowa opiekunka dla młodszego  rodzeństwa. Zaś starszy HODABALO to „złota rączka” gdy trzeba zreperować latarkę. Większość z nich podobnie jak ABIRE dorasta w rodzinach niepełnych. I mimo, iż Afryka słynie z poczucia rodzinnej solidarności to jednak coraz rzadziej wyraża się ona w stosunku do „niczyich dzieci”. A tych wciąż przybywa…

Według danych Komisji Misyjnej Episkopatu Polski, na świecie żyje 90 mln dzieci ulicy*. Aż 35 tys. nieletnich dziennie umiera z głodu, zaś 12 mln rocznie z powodu braku opieki medycznej.  Według danych Banku Światowego obecnie 125 mln dzieci na świecie nie może chodzić do szkoły podstawowej, choćby nawet chciało. A one naprawdę chcą. Dla ubogich dzieci z krajów Trzeciego Świata nauka w szkole podstawowej jest jedyną szansą na wydobycie się z nędzy i wzięcie swej przyszłości we własne ręce. Po części przyczyną jest fakt, że szkoły są płatne, a czesne rujnuje budżety rodzinne, i to jeszcze zanim mogłoby dojść do kupowania długopisów, ołówków, papieru i niezbędnych książek. W innych przypadkach czesne nie jest przeszkodą. Po prostu nie ma szkół. Ani nauczycieli.  Według danych UNESCO na temat analfabetyzmu w r. 2005 prawie 870 mln osób powyżej 15 roku życia będzie analfabetami. Najtrudniejszy dostęp do oświaty mają kobiety, wśród których jest 558 mln analfabetek. Wciąż w wielu krajach w szkołach brakuje światła i wody. W tych krajach prawie 150 mln dzieci między 6 a 11 rokiem życia nie chodzi do szkoły, podczas gdy 85% 14-letnich uczniów w Anglii, Szkocji i Holandii ma komputer w domu. Przykładem, który ukazuje przepaść dzielącą kraje „informatycznie ubogie” od „bogatych”, może być fakt, że w całej Afryce jest mniej telefonów, niż w samym tylko Tokio.

* – „Dzieci ulicy” to termin na określenie nieletnich, którzy pozbawieni są opieki dorosłych. Najczęściej są to sieroty, ale także dzieci porzucone przez rodzinę, zmuszane do pracy zarobkowej czy uciekające z domu z powodu dramatycznej sytuacji rodzinnej. Najważniejsze przyczyny ich sytuacji to ubóstwo, głód, epidemia AIDS oraz konflikty zbrojne.

Statystyki są szokujące, nie powinny jednak nas zdemobilizować. Możemy pomóc Afryce,  i każdy według swoich możliwości. Mimo iż dzieci w Afryce nie łączą wdzięczności z wyszukanymi prezentami dla swoich dobroczyńców potrafią jednak wyjątkowo kochać i obdarowywać promiennymi uśmiechami, ciepłymi jak słoneczne dni Afryki.  Dlatego, jeśli pragniesz pomóc tym, którzy z niecierpliwością oczekują gestu Twego serca, pozwól się zadowolić wdzięcznością wyrażoną w prostocie i radości, podobną do tej, którą jestem na co dzień obdarowywany przez „dzieci z naszego misyjnego podwórka”.

NB. Kilka dni temu ABIRE została zaadoptowana w ramach akcji „Duchowa Adopcja” prowadzonej przez SMA. Ktoś z was otworzył jej drzwi do lepszej przyszłości. Inne dzieci wciąż czekają…

Łukasz Kobielus SMA – misjonarz w Togo