2 (Kopiowanie)

Miesiąc po…

Właśnie mija dokładnie pierwszy miesiąc od świętowania w naszej misji konsekracji kościoła parafialnego. Czas muzyki i tańców został przerwany wielkopostną ciszą. I pomyśleć, że właśnie tak to sobie Pan Bóg zaplanował… Bo przecież miało być inaczej, wcześniej, o innej porze roku itp. Jednak ten dzień, 25 lutego był najwłaściwszy. Opatrzność Boża czuwa nad wszystkim czego sami ogarnąć nie potrafimy. I tak było w przypadku budowy naszego kościoła. Od samego początku Boski Palec wskazywał nam co, gdzie i kiedy należało zrobić. Przyznam, że nie zawsze rozpoznanie i zgoda na jego uwagi były łatwe. Człowiek przez fakt, że posiada w sobie element boski, czasami próbuje unosić się ponad Boga i trudno mu zaakceptować inną wersję rzeczywistości… Niemniej jednak kościół stanął po prawie pięciu latach. Dziś cieszy oczy i ducha. Niech zatem Bogu będą dzięki za ten ogromny wysiłek wielu ofiarodawców, pracowników, parafian i wszystkich tych, którzy duchowo umacniali wznoszące się mury kościoła.
Chciałbym tu wspomnieć o Panu Mariuszu Krawczyku, którego ciągłe pytania o stan budowy i wsparcie finansowe dopingowały nas w wysiłkach; o Panu Michale Kuczmińskim, który skorygował moje szkice i wyrysował plany budowli, o Pani Magdalenie Jodłowskiej, O Pani Stefanii Lechowicz, Siostrze Anecie i wielu innych osobach, które regularnie dokonywały przelewów na konto budowy kościoła. Przepraszam, że wszystkich wymienić nie mogę, bo przecież podczas moich urlopów w Polsce gdy dzieliłem się z wami tym co dzieje się na misji, dziesiątki osób wspierało inicjatywę budowy kościoła. Dziękuję wszystkim!
Do otrzymanej od was pomocy dołączyły się też diecezjalne organizacje misyjne z Niemiec i Holandii, Siostry Klawerianki i kardynał Joachim Meisner z Kolonii…
Koszt budowy przekroczył lekko 70 tys. euro. Z pewnością porównując koszty budowy w Afryce do tych w Polsce, jest to śmieszna suma jak na taki obiekt. Trzeba tu jednak uczciwie zaznaczyć, że niektórzy robotnicy zaoferowali swoją pomoc nieodpłatnie, szczególnie gdy widzieli mnie samego na rusztowaniach przy pracach wykończeniowych albo dowożącego tony cementu pick-upem. Chwała im za to!
Na zakończenie podzielę się pewnym spostrzeżeniem: od dnia, w którym kościół został poświęcony, wierni i nie-wierni przychodzący na Msze Święte i nabożeństwa, przekraczając próg świątyni wchodzą jakby w inny wymiar. Nagle cichną, klękają, skupiają się, odczuwają Obecność, i chcą pozostać w tym miejscu dłużej. To w streszczeniu słowa kilku osób z misji, które odtąd „inaczej” doświadczają swojej wiary i spotkania z Bogiem. Jemu niech będą dzięki za tę oazę pokoju i za pierwsze owoce naszych wspólnych zmagań.